|
|
|
|
Zapowiedzi najbliższych spotkań |
|
Wpisał: chris
|
|
18.04.2007. |
2 czerwca zostaną rozegrane kolejne mecze eliminacji do piłkarskich Mistrzostw Europy 2008.O prawo gry na boiskach Austrii i Szwajcarii walczy 50 reprezentacji, a awans uzyska tylko 14 (po dwie z każdej grupy) plus gospodarze imprezy. Jak do tej pory praktycznie w każdej z siedmiu grup szanse na sukces zachowały 3-4 drużyny.
W najbliższej serii spotkań czekają nas dwa dni ostrej walki, bo oprócz 2 czerwca wiele reprezentacji ma zaplanowane spotkania również 4 dni później. Ogółem w sobotę i w środę będziemy mogli obejrzeć 40 meczów. 17 z nich będzie spotkaniami rewanżowymi, a w grupie G odbędą się istne play-offy, gdyż 2.06 drużyny rozegrają ze sobą pierwsze spotkania, by 6.06 przenieść się na stadion tego samego przeciwnika i rozegrać rewanże.
Bardzo ciekawie zapowiadają się spotkania Belgia-Portugalia, Francja-Ukraina, Dania-Szwecja(wszystkie 2.06) oraz Chorwacja-Rosja(6.06). Niespodzianek, ładnych bramek, pięknych spotkań możemy też oczekiwać po meczach Finlandia-Serbia(2.06), Finlandia-Belgia(6.06), Słowenia-Rumunia(2.06 oraz mecz rewanżowy 6.06 w Rumunii), Grecja-Węgry(2.06), Norwegia-Węgry(6.06), Estonia-Anglia(6.06), Walia-Czechy(2.06) oraz Niemcy-Słowacja(6.06). Wszyscy z nas czekają również, aż mecze polskiej reprezentacji będą ściągać przed telewizory tylu widzów co seriale typu „Klon”, „Pierwsza mdłość” czy „M jak Mydło” i budzić tyle emocji co losy Manueli czy innej telenowelowej Hermenegildy z Argentyny. Może nie stanie się to w czerwcu (wcale nie z powodu wysokiej jakości wyżej wspomnianych), ale jeśli Polacy poradzą sobie na wyjazdach kolejno z Azerbejdżanem i Armenia, dzięki czemu zbliżą się znacząco do awansu, to kolejne mecze mogą nam już dać małe rekordziki oglądalności. Szczególnie, jeśli TVP zatrzyma w studio naszych znakomitych komentatorów, ich przepyszne analizy w przerwach, cudowne przejęzyczenia i szczery brak znajomości niektórych zawodników (a czasem nawet większości). Wracając jednak do naszej reprezentacji, by miała awans do Euro na wyciągnięcie ręki musi zdobyć w dwóch najbliższych meczach 6 punktów. Patrząc na skład przeciwników, nic prostszego. Wystarczy wystawić na mecz z nimi BOT GKS Bełchatów i chłopaki pewnie zrobili by to. Zrobiliby, ale gdyby mecze były w Polsce, bo na „gorącym terenie” w Azerbejdżanie punkty pogubili już np. sensacyjni Finowie, przegrywając w ostatniej serii 0-1 po golu w 83’ Emina Imamalieva. Wtedy ten wynik nas ucieszył, ale dziś trzeba walczyć z tym samym przeciwnikiem. Nie można również zapominać o Ormianach. Oni wprawdzie u siebie z Finlandią „tylko” zremisowali 0-0, ale nam również w ostatnim meczu w Kielcach sprawili sporo kłopotów, kiedy to wygraliśmy zaledwie 1-0 po golu wracającego na listy strzelców Macieja Żurawskiego. Poza tym Armenia straciła tylko 6 bramek, co jest niezłym wynikiem, ale też żądnej nie strzeliła, co z kolei pokazuje jak ta drużyna gra i jaką stosuje taktykę. Oni w każdym meczu pamiętają przede wszystkim o obronie, a nam wyraźnie „włoska taktyka” nie odpowiada. Zresztą podobne problemy z tak grającą drużyną miała ostatnio Hiszpania, która grała z Islandią, stosującą w tym meczu mniej więcej taktykę 1-9-0-1. Hiszpanie zamknęli Islandczyków we własnym polu karnym, oddali mnóstwo strzałów, próbowali dwa razy wymusić rzut karny(Fernando Torres), trener Luis Aragones wprowadzał nowych zawodników i nic się nie zmieniało. Inna sprawa, że mecz odbywał się na Majorce, gdzie niesamowicie lało przez całe spotkania, a jak wiadomo Hiszpanie wielkimi pływakami nie są o czym świadczy fakt, że musieli „wynająć” Włocha, żeby odkrył im Amerykę:) Gol padł dopiero w 80 minucie, ale widząc starania Hiszpanii i ciekawą taktykę Islandii uśmiałem się co nie miara. Oby nasi zawodnicy szybciej poradzili sobie z Azerbejdżanem i Armenią, bo wtedy nie było by mi już do śmiechu. Ale dość już o nas, bo ogólnie w grupie A jest też kilka spotkań, które mogą dać nam sporo radości.
Finlandia- Serbia
Obie drużyny z czołówki, obie walczą o awans i obie mogą w tym samym czasie stracić punkty. Remis bowiem w tym spotkaniu jest bardzo prawdopodobny. Finowie mimo, że stracili, gdzieś tego powera z początku eliminacji to u siebie będą nadal groźni, a Serbia jak to Serbia- zawsze wygląda jakby remis ją urządzał, nieważne czy gra z Kazachstanem czy Portugalią. Trudno też u nich znaleźć jakąś wielką gwiazdę światowej piłki, chociaż fantastycznie zapowiada się Nikola Zigic, który obecnie jest wyceniany na 10 milionów euro, a grając w hiszpańskim Racingu Santander ciągle się rozwija i uczy się korzystać ze swoich 202 cm. Zresztą przy tym wzroście zawsze może mu się coś odbić od głowy i wpaść do bramki.
Belgia- Portugalia
Tego samego wieczoru Belgowie będą chcieli się zrewanżować za klęskę w pierwszym meczu. Wtedy było 4-0, a teraz każda strata punktów przez Portugalię, byłaby zyskiem dla Polski. Patrząc jednak na grę „Czerwonych Diabłów” trudno się oprzeć wrażeniu, że jeszcze długo nie będą umieli grać tak jak te prawdziwe Diabły z Old Trafford w Manchesterze. Jedynym usprawiedliwieniem jest to, że trener Rene Vandereycken wprowadza do składu młodych zawodników, którzy mają dać Belgii sukcesy w przyszłości. Bilans tych eliminacji jest bowiem fatalny. Tylko 4 strzelone gole w 6 meczach, porażki u siebie z Polską(0-1 Radosław Matusiak), wspomniana z Portugalią (0-4 ) oraz wpadka już w przedbiegach u siebie z Kazachstanem (0-0). Wszystko to przekreśla moim zdaniem szanse Belgii na awans, co przy coraz mocniej lśniącej Portugalii oznacza, że w tym meczu może nie być niespodzianki. Jedyna nadzieją jest fakt, że Portugalia gra słabiej na wyjazdach. Mimo to czwarta drużyna świata będzie faworytem, bo więcej punktów tracić jej już nie przystoi.
Francja- Ukraina
W grupie B ciekawie zapowiada się spotkanie srebrnym medalistów ostatnich mistrzostw z naszymi wschodnimi sąsiadami, Ukrainą. W czołówce straszny ścisk, na czym cierpią nawet Włosi, zajmujący obecnie dopiero czwarte miejsce. Ostatnio nawet zaczęli narzekać na swojego trenera, gdy Szkocja wygrała z Gruzją, ale widocznie taka jest mentalność kraju, w którym, jak się mawia, 99,9% narodu zna się na piłce, a trenerem akurat jest ten jeden, który się nie zna...Być może rozstrzygnięcie meczu Francja- Ukraina pozwoli Donadoniemu nieco odsapnąć, bo Włosi w ten sam dzień planują „rzeź niewiniątek” na amatorach z Wysp Owczych, a remis we Francji pozwoli im awansować nawet na pierwsze miejsce, tym bardziej, że zajmująca drugie miejsce Szkocja w tej kolejce odpoczywa.
Bośnia i Hercegowina- Turcja
Grupa C, w której z pozoru wszystko wygląda już teraz na rozstrzygnięte może się rozkręcić już w najbliższym rundach. Turcy w końcu stracili pierwsze punkty w meczu
z Norwegią(2-2), który ze względu na karę nałożoną przez UEFA za ekscesy z poprzednich eliminacji odbył się we Frankfurcie(w meczu Turcja- Szwajcaria w eliminacjach Mistrzostw Świata, kiedy po meczu na boisku rozpętała się bitwa pomiędzy zawodnikami obu reprezentacji, przez co Turcy muszą grać teraz poza swoim krajem i bez udziału publiczności). I tak powinni się cieszyć, że stracili tylko 2 punkty, bo powinni 3, gdyby nie fatalna postawa bramkarza gości, Thomasa Myhre. Widzieliście te bramki? Nie? To polecam i niech ktoś przy okazji sprawdzi czy nie ma on rodziny w Turcji, bo takich prezentów to nawet Mikołaj nie daje. Teraz Turcy jadą do Bośni, a że obie drużyny potrafią strzelać bramki to mecz ten można z pewnością polecić. Znając Bośniaków to są dla nich dwie drogi: albo sprawią niespodziankę, albo dostaną spore baty. Ja liczę na niespodziankę, ale drugiej możliwości nie wykluczam. Jedno jest pewne- mecz godny uwagi i mogący wiele namieszac w grupie.
Grecja- Węgry
W kolejnym meczu tej grupy aktualny mistrz Europy, zajmująca drugie miejsce w tabeli Grecja zmierzy się z Węgrami. Przeciwnik to strasznie nieobliczalny, ale jednak przegrywający z najlepszymi(1-4 z Norwegią i 0-1 z Turcją u siebie). Grecy też grają w kratkę, czasem się oszczędzają, czasem im się nie chce, ale ostatecznie mają niezły bilans i jeśli poradzą sobie z Madziarami to będą blisko awansu, ale w tej grupie nie można niczego jeszcze przesądzać, bo drużyny pokroju Norwegii, Bośni czy Węgier maja jeszcze nadzieje na awans i na pewno nie poddadzą się do końca i jeszcze na pewno odbiorą punkty faworytom. Mimo to Grecja poradzi sobie na własnym stadionie z bądź co bądź średniakiem jakim są Węgry.
Norwegia- Węgry
Mecz ten będzie drugim spotkaniem tych drużyn. W pierwszym Norwegowie już po 54 minutach prowadzili 4-0, a honorowe trafienie zaliczył w 90’ Gera, wykorzystując rzut karny. Teraz obie drużyny spotykają się ponownie i trudno przewidywać inny wynik niż zwycięstwo Norwegii. Dlaczego? Powodów jest kilka. Po pierwsze nie przypadkowo wygrali, aż tak wysoko pierwszy mecz, po drugie wciąż walczą i wierzą w awans, po trzecie grają coraz lepiej, a Solskjaer wciąż nie chce przestać strzelać goli. I w końcu fakt, że grają u siebie. Takiego meczu nie mogą przegrać, ale o nieobliczalności Węgrów już wspomniałem, więc wszystkie argumenty zweryfikuje boisko.
Walia- Czechy
Walia zawsze walczy do końca i my o tym wiemy doskonale. Kiedy spotykaliśmy się z nimi ostatni raz, mimo, że nie mieli już na nic szans, pokopali naszych niesamowicie , dostarczyli kibicom wiele emocji i zapisali się w pamięci na długi, długi czas. Teraz na piękny stadion w Cardiff przyjeżdża inna ekipa ze środkowej Europy- Czechy. Nasi sąsiedzi poważnie myślą o awansie i nie mogą sobie pozwolić na większe wpadki, bo nieoczekiwanie do walki o awans włączyła się, fatalnie spisująca się na początku Irlandia, dlatego strata punktów może Czechów sporo kosztować. W pierwszym meczu Czesi u siebie wygrali 2-1, ale mieli już nóż na gardle kiedy w 85 minucie Jiranek samobójczym strzałem pokonał swojego własnego bramkarza. Zwycięstwo zapewnił dopiero w 89minucie Latafa, dla którego było to drugie trafienie w tamtym meczu. Poza tym opisując pierwsze spotkanie nie należy zapominać, że stracie stylu wyspiarskiego z piłką czeską dało nam wspaniałe widowisko i oby tak samo było tym razem. Faworytem jednak i tak są dla mnie Czechy.
Niemcy- Słowacja
Cztery dni po spotkaniu w Cardiff na boisko wybiegną reprezentacje Niemiec i Słowaków. Ci pierwsi pewnie kroczą ku finałom i sporą niespodzianką byłoby, gdyby swego celu nie osiągnęli. Są w formie, w której łatwiej myśleć jak daleko zajdą w samych finałach niż o tym czy w ogóle się w nich znajdą. Dowodzenie w kadrze przejęli młodzi z Bastianem Schweinsteigerem i Lukaszem Podolskim na czele. „Prinz Poldi” ma już w tych eliminacjach 7 goli i na pewno na tym nie poprzestanie. W pierwszym meczu Niemcy bez problemu poradzili sobie ze Słowakami 4-1, prowadząc po ładnych akcjach i pięknych golach już 4-0. I tym razem nie powinno być inaczej, Pod wodzą nowego trenera Joachima Loew’a, który był asystentem Jurgena Klinsmanna podczas ostatnich Mistrzostw Świata, Niemcy jeszcze nie przegrali i tak będzie prawdopodobnie i tym razem.
Chorwacja- Rosja
Pierwszy mecz rozegrany w Rosji był jednym z mniej ciekawych jakie przyszło mi oglądać. Fatalny stan boiska sprawił, że piłkarze bardziej skupiali się na tym, by opanować piłkę niż na tym by strzelić na bramkę. Przez to ucierpiało całe widowisko. Był to pierwszy mecz o punkty Guusa Hiddinka jako selekcjonera Sbornej. Z jego przyjściem wiązano spore nadzieje, bo do tej pory, gdziekolwiek się pojawiał zamieniał wszystko w złoto(a przynajmniej w brąz). Drużyna jednak nie spełnia jak na razie tych oczekiwań. Gra mało widowiskowo, a zwycięstwa ze słabymi ekipami przychodzą im ze strasznym bólem. Tu muszą jednak pokazać charakter i zmierzyć się z naprawdę mocną Chorwacją, której motorem napędowym i największą gwiazdą jest przez jednych uwielbiany, przez innych znienawidzony urodzony w Brazylii piłkarz Dinama Zagrzeb Eduardo da Sousa. Właśnie na niego Chorwaci liczą najbardziej i jak na razie się nie zawodzą, bo ich reprezentacja pewnie prowadzi w grupie wyprzedzając Izrael, Rosję i nawet Anglię. Mecz z Rosją może być jednak najcięższym przejściem z dotychczasowych, bo Chorwaci już doszli do pierwszego miejsca, a teraz w każdym meczu muszą pokazywać, że na nie zasługują, Poza tym zasada „bij mistrza” wciąż aktualna.
Estonia- Anglia
Mecz ten wybrałem niejako z przekąsu, aby lekko utrzeć nosa zawsze butnym i pewnym siebie Anglikom. Gdy przed rokiem głośno piszczeli na cały świat, że będą mistrzami świata, wielu im uwierzyło, bo niby czemu nie? Mistrzostwa się skończyły, Anglicy zagrali bez polotu i wrócili do domu z niczym, jak zwykle szukając kozła ofiarnego. Tym razem stał się nim Cristiano Ronaldo, który prowokował w ćwierćfinale Wayne’a Rooney’a za co ten drugi dostał czerwoną kartkę, a Anglicy w osłabieniu nie potrafili nic zdziałać i odpadli przegrywając kolejny raz w rzutach karnych. Innym celem stał się trener reprezentacji Sven Goran Eriksson, który stracił posadę, a jego miejsce zajął Steve McLaren, który świetnie radził sobie w zeszłym sezonie z Middlesborough docierając z nim, aż do finału Pucharu UEFA. Od tego momentu w reprezentacji Anglii zaczęła się rewolucja. Zabrakło miejsca dla Davida Beckhama, a w ostatnim meczu z Andorą zadebiutował drugoligowiec z Preston North End David Nuggent. Zadebiutował tak, że zdobył nawet bramkę, ale to ogólnie jedyny pozytywny akcent w grze Anglików. „Synowie Albionu” strasznie męczyli się ze słabiutkim przeciwnikiem, a do 54 minuty na tablicy wyników widniał wynik 0-0. Poza tym Anglicy przegrali na wyjeździe z Chorwatami, tracąc przy okazji najgłupszą bramkę w historii ich futbolu, jak nazwała ją angielska prasa, kiedy to Neville podawał piłkę do własnego bramkarza, ta podskoczyła nad nogą Robinssona i wpadła do bramki. Gol ten pokazywany był chyba w każdej telewizji świata i zrobił niezłą darmową reklamę filmowi „Borat”, bo akurat gdy padła bramka na bandach przewijała się reklama filmu. Teraz Anglii przyjdzie zmierzyć się z Estonią, która nie strzeliła jeszcze w tych eliminacjach bramki, a straciła 10, więc przed tym meczem można sobie zadać tylko jedno pytanie: kiedy Anglicy zaczną sobie zdawać sprawę z tego, że nadszedł już czas na zdobywanie i punktów i że do Euro 2008 mają teraz bardzo długą i wyboistą drogę? Prawie tak długą jakby pieszo musieli przejść całe Alpy, by dostać się do Austrii i Szwajcarii. No i pewnie teraz 30milionów Polaków u nas w kraju i 5 w Irlandii żałuje, że zawsze trafialiśmy w eliminacjach na Anglię, a teraz się nie udało, bo może w końcu przestalibyśmy żyć mitem Jana Tomaszewskiego i napisali nową historię.
Dania- Szwecja
Ten mecz zapowiada się chyba najciekawiej ze wszystkich, które zostaną rozegrane w tych kolejkach. Spotykają się drużyny, które umieją grać w piłkę i w dodatku od zawsze ze sobą konkurujące. W tej chwili ten mecz zasługuje chyba na nazwanie go małymi skandynawskimi derbami, jeśli nazwę tę można odnieść do rozgrywek narodowych reprezentacji. Historyczne losy obu państw tak się przeplatały, że kibice obu krajów nie pawają do siebie zbytnio sympatią. Tym bardziej teraz nie zaczną za sobą przepadać, gdy obie drużyny potrzebują punktów, a sytuacja Danii może podchodzić już pod kategorię dramatycznych, jeśli spojrzeć na stan konta tej ekipy. Jeśli szybko nie dostaną jakiegoś punktowego zastrzyku Dania może paść na kolana i do końca eliminacji już nie wstać. Trochę temu winna chyba największa sensacja tych eliminacji, czyli Irlandia Północna z rewelacyjnym Davidem Healy, który jest liderem najlepszych strzelców tych eliminacji z 9 trafieniami na 16 oddanych strzałów na bramkę! Ta sama drużyna, którą nie tak dawno Polacy ogrywali bez najmniejszych problemów, której Maciej Zurawski strzelił gola bezpośrednio z rzutu rożnego, a bramkę wbił nawet Piotr Włodarczyk, który teraz nie może się odblokować nawet w polskiej lidze, teraz dumnie przewodzi stawce kandydatów do Euro, wyprzedzając kolejno Szwecję, Hiszpanię i Danię. Tym większa stawka tego meczu dla obu drużyn, bo porażka może pogrzebać ich marzenia i nadzieje. Jak to zwykle bywa w takich meczach o wielką stawkę, taktyka góruje nad fantazją, ja jednak liczę na ładne widowisko i walkę do końca.
Słowenia-Rumunia i Rumunia- Słowenia
Podopieczni Branko Oblaka nie są już tą samą drużyną, która zaraz po odzyskaniu niepodległości potrafiła awansować najpierw do finałów Mistrzostw Europy, a dwa lata później do Mistrzostw Świata. Teraz są na trzecim miejscu od końca z czterema punktami w pięciu meczach i zaledwie o jeden punkt wyprzedzają słabą przecież Albanię. Rumuni z kolei walczą o utrzymanie drugiej pozycji, bo już na plecach czują oddech Bułgarii, która ma tylko dwa punkty straty. Będą to dla Rumunów niezwykle ważne mecze, teoretycznie muszą i powinni oba wygrać, ale Słoweńcy nie przywykli do roli chłopców do bicia. Szczególnie na swoim boisku nie będą pewnie chcieli sprawić zawodu kibicom, dzięki czemu tabela grupy może być dużo ciekawsza w połowie czerwca niż teraz. Bułgaria, która straciła ostatnio swojego trenera Hristo Stoiczkowa, który objął stery w hiszpańskiej Celcie Vigo, teraz zmierzy się dwukrotnie z czwartą Białorusią i jeśli nie zdarzą się niespodzianki to o awans oprócz odpoczywającej, liderującej Holandii powalczą sąsiedzi z Bałkanów Rumuni i Bułgarzy.
Podsumowując, w czerwcu czeka nas sporo emocji i z pewnością jeszcze więcej niespodzianek. Dużo ciekawego w naszej grupie i miejmy nadzieję, że z happy endem dla Polski. Poza tym nie zabraknie pewnie pięknych goli i cudownych akcji i musi ich być naprawdę dużo, bo następne spotkania dopiero pod koniec sierpnia i emocji musi nam starczyć na prawie trzy długie miesiące. |
|
|
|
|